|
|
|||
|
Komisja Charytatywna ZG KPK |
||
|
|
|
||
|
|
POKLOSIE CZARNOBYLA
Autorka artykulu, pani Anna Omilion, jest wieloletnia pracownica Bialostockiego Oddzialu WspolnotyPolskiej. To wlasnie z nia jezdzilam po ubogich terenach Bialorusi, odwiedzajac polskie szkoly, domy polskiej kultury, polskie parafie, mieszkancow tych stron, ktorzy – mimo ze zamieszkuja dzisiaj ziemie nie nalezace do Polski – stale czuja sie Polakami. Pani Omilion jest humanistka i pedagogiem. Jej zasluga sa tetniace obecnie zyciem osrodki polskiej oswiaty rozsiane na tych terenach. To dzielo jej serca i wlasnych rak, bo nieraz przyszlo samemu sciagac do szkol i domow kultury meble, ksiazki, obrazy, nawet sprzet gospodarczy. “Zaczynalysmy od kol polskich kobiet – powiedziala mi kiedys – polskie kobiety na wschodnich terenach, to najwspanialsi ludzie, jakich spotkalam w zyciu. Zawsze chetne do pracy, pelne poswiecenia, patriotyzmu, dobroci i nigdy nie zalamujace sie.” Pani Omilion od dluzszego juz czasu wspolpracuje z nasza Fundacja Charytatywna. Jest naszym ramieniem wyciagnietym daleko na wschod do naszych Braci potrzebujacych pomocy. Jest jedna z tych ofiarnych osob pracujacych dla innych bez wynagrodzenia, bez odznaczen, bez rozglosu. Na nasza prosbe i w naszym imieniu zajela sie ostatnio chorymi dzicmi z rodzin zamieszkalych przy wschodniej granicy. To stamtad naplywa do nas najwiecej listow proszacych o pomoc dzieciom z choroba nowotworowa. Ponizej przekazuje Czytelnikom fragmenty jej listu, w ktorym opisuje warunki zycia chorych dzieci i ich rodzin. Jadwiga Wojtczak, Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Kanadyjskiej
Zdawaloby sie, ze po tylu latach od wybuchu reaktora elektrowni w Czarnobylu mozna czuc sie bezpiecznie, a jednak tak nie jest. Wszyscy moi rozmowcy – rodzice chorych dzieci, lekarze – wskazuja jako przyczyne choroby – Czarnobyl.
Michal S., szescioletni chlopczyk, choruje na bialaczke limfoblastyczna od drugiego roku zycia - szpital onkologiczny, zmieniajace sie mieszkania, i znowu szpital – tak biegnie rok za rokiem. Rodzice Michala nie maja wlasnego mieszkania; wynajmuja, szukajac coraz tanszego. Obecnie jest to malutka kawalerka w wiezowcu. Trudno sforsowac drzwi wejsciowe do budynku, bo nie dziala domofon, nie zostal podlaczony z braku pieniedzy. Pokoik 3 na 4 metry musi pomiescic czteroosobowa rodzine. Michal ma niespelna dwuletniego braciszka Macieja. Zajmuje sie nim ojciec, matka aktualnie jest z Michasiem w Szpitalu Onkologicznym we Wroclawiu.
18-go grudnia ubieglego roku Michas otrzymal przeszczep szpiku kostnego od niespokrewnionego dawcy; niestety, przy tej okazji zakazono go (mimo poprzednich ochronnych szczepien) wirusem zoltaczki. Teraz wiec dodatkowo choruje. “Chcialbym zobaczyc syna – mowi ojciec Michala – ale nie stac mnie na bilet kolejowy. Ojciec Michasia nie pracuje, bo nikt nie chce zatrudnic mezczyzne obarczonego malym dzieckiem. Przed choroba dziecka trudnil sie remontami mieszkan. Obecnie cala rodzina utrzymuje sie z zasilku zony. Jest to zaledwie 992 zl., ale z tej sumy, po odtraceniu za czynsz, swiatlo, ogrzewanie, telefon, pozostaje zaledwie 411 zl. miesiecznie. W zaleceniach lekarskich czytam: wskazana dieta wysokobialkowa, wysokokaloryczna, bogata w owoce..” Jak to w tych warunkach zrealizowac?
Maly Macius, trzymajac sie ojcowskiej nogi, patrzy na mnie smutnymi oczyma. Juz trzy miesiace nie widzial ani matki, ani brata. Choroba Michala zaciazyla rowniez nad jego zycim. “Zeby tylko Michal wyszedl z tego… zeby tylko wyszedl” – wzdycha ojciec.
O duzym szczesciu moze mowic Dawid S., dwunastolatek, ktory poddany byl przeszczepowi jeszcze w 1999 roku. Dawca byl jego brat, Patryk, o rok tylko starszy, obecnie chory na cukrzyce insulinozalezna. Patryk potrzebuje pompy insulinowej; niestety matke nie stac na taki wydatek. Gdyby mial to urzadzenie, nie trzeba byloby budzic go w nocy do badania poziomu cukru i aby zrobic zastrzyk.
Dawid jest pod ciagla opieka onkologa: ustalony tryb zycia, leki, specjalna dieta. Patryk rowniez musi byc na diecie. Chlopcy maja siostre, Darie. Los i jej nie oszczedzil – jest po dwoch zabiegach operacyjnych z powodu zeza. Matka samotnie boryka sie z chorobami dzieci i bieda. Ojciec mial dosyc chorob dzieci, placzu zony i odszedl. Teraz jest poza tymi wszystkimi klopotami. Zona utrzymac musi rodzine za 828 zl. miesiecznie. Znaczna czesc tego pochlania leczenie i koniecznosc przestrzegania diety u dzieci. Gdy Daria i chory na cukrzyce Patryk ida do szkoly, do domu przychodza nauczyciele, aby z Dawidem przerabiac program.
Rowniez samotnie boryka sie z przeciwnosciami losu matka dziewiecioletniej Paulinki Sz., cierpiacej na bialaczke, a takze matka chorego Karolka… Rozmiary tej biedy i ilosc rodzin pozostajacych w podobnych do opisantch warunkach sa zatrwazajace. Przekazywalam tym rodzinom pieniadze od Kanadyjskiej Polonii, przeznaczone na pomoc ich chorym dzieciom – czterem rodzinom po 1000 zl. Byli wzruszeni. “Nie wiemy, jak dziekowac” – mowili – “Juz zwatpilismy, a tu okazuje sie, ze sa na swiecie dobrzy ludzie.” “Ach, pani nie wyobraza sobie, co ta kwota dla nas znaczy, zwlaszcza teraz, przed Wielkanoca”. “Prosze od nas serdecznie podziekowac Kanadyjskiej Polonii.”
I to wlasnie czynie. Jakaz jest ogromna radosc w dawaniu, nawet gdy jest sie tylko posrednikiem. Tej radosci doswiadczalam przekazujac pieniadze od Panstwa i za te radosc ze swej strony rowniez dziekuje wszystkim Donatorom.
Anna Omilion, Bialystok
|
||